5 KDH Piorun

Już rozpaliło się ognisko

do góry

Już rozpaliło się ognisko, C

Dając nam dobrej wróżby znak. G G7

Siedliśmy wszyscy przy nim blisko, G

Bo w całej Polsce siedzą tak. G C


Siedzą harcerze przy płomieniach. F G

Ciepły blask ognia skupia ich. G C

Wszystko, co złe, to szuka cienia, C

Do światła dobro garnie się. G C


Mówiłeś, druhu Komendancie,
Że zaufanie do nas masz,
Że wierzysz w nasze szczere chęci,
Wszak Ty harcerskie serca znasz.

"Warunki tylko warunkami"
- od dawna już słyszymy to,
Lecz my jesteśmy harcerzami
I zwyciężymy wszelkie zło! /x2


Po całej Polsce

do góry

Po całej Polsce o tej godzinied A

Palą się watry i sypią skry.A d

Z tysiąca piersi jedna pieśń płynie.d A

Harcerskie myśli, harcerskie sny.A d


Mienią się złotem krwawe płomienie,F C

Pieśń nasza płynie hen w nieba próg!d A[slideUp]

Palą się watry, snują marzeniad A

I błogosławi harcerzom Bóg.A d


Pieśnią i gwarą serdeczną, bratnią,
Zwiążemy serca na wieczny czas.
Niechaj w radości i znojnej pracy
Wspomnienie watry połączy nas.

Wśród ciemnej nocy, gdzieś na polanie,
Płyną w świat pieśni w nieznaną dal!
Któraż, wszak, któraż z nich pozostanie
Wśród tych pagórków, lasów i hal.

Ogniska płomienny blask

do góry

Ogniska płomienny blask, a E a

Ciszą zasiany zielony las. a C E

Ciesz się z wszystkiego, z tego, co masz,/ a C G

Daj ludziom pogodną twarz. /x2    a E a


Łap iskry szczęśliwych lat,
W szarym mundurze lepszy jest świat.
Czerwony ogień wypali Ci
Pamiętnik harcerskich dni. /x2

Gdy kiedyś wspomnisz przyjaciół swych,
Dotkniesz munduru, poczujesz łzy.
1)Wtedy zobaczysz, jak bardzo Ci
Do szczęścia brakuje ich.

2)Zawołasz druhów, opowiesz im,
Jak dobrze było wśród nich.

Partyzant

do góry

Gdy przełamał wróg granice a E a

I zażądał bym się poddał, a E a

Powiedziałem: Nie! a C G Fis F

Wziąłem broń i zniknąłem. F C E a


Swoje imię zmieniam często,
Żona z dzieckiem gdzieś przepadła,
Lecz przyjaciół mam!
I kilku z nich jest ze mną.

Stary człowiek nas ocalił,
Na swym strychu dał schronienie,
Potem nadszedł wróg!
I starzec zmarł bez jęku.

Trzech nas było dzisiaj rano,
A wieczorem sam zostałem,
Jednak muszę trwać!
Granice są więzieniem.

Wicher wieje, wicher wieje,
Nad grobami wicher wieje,
Wolność musi przyjść.
A my wyjdziemy z cienia! /x2

Komendant

do góry

Na polanie dogasa ognisko, a E

Cisza wokół, srebrzyste lśnią skry. E a

Gwiazdy zgasły, poranek już blisko, a d

A Ty śnisz tęczowe sny. a E a


Wśród zygzaków złocistych płomieni, G a

Co tak jasno dziś złocą twą twarz, G a E

Jawią Ci się twe twórcze marzenia, a d

Komendancie, wodzu nasz. a E a


Nikt Ci nie dał złocistych odznaczeń,
Taki szary, strzelecki masz strój,
Lecz bez odznak, bez szlifów i bez znaczeń,
Tyś nam zawsze wodzem był.

Będą kiedyś te iskry zaklęte,
Co tak jasno dziś złocą twą twarz,
Opowiadać o tobie legendę,
Komendancie, wodzu nasz.

Grenobla

do góry

Gdy się nad wodą pojawia księżyc a E a

I gdy zachodzi ogromne słońce, C G a

Przyjdź nad Grenoblę, a może ujrzysz C G d a

Jakieś postacie w kręgu siedzące. E a


Jeśli szanujesz harcerskie prawa C G

I gdy są one twoimi prawami, d a

Podejdź do ognia, dorzuć gałązkę, C G d a

Może zostaniesz na chwilę z nami. E a


Będziemy razem uczyć się życia
Z powietrza, ognia, wody i lasu.
Może zrozumiesz w wilczej gromadzie,
Jak mało nam już zostało czasu.

Jeśli szanujesz. na dłużej z nami.

Może zrozumiesz, co to Ojczyzna,
A może ujrzysz, co to Nauka.
Może wyjaśnisz nam, co to Cnota
W życiu, którego każdy z nas szuka.

Jeśli szanujesz. do rana z nami.

Może ktoś powie słowa, po których
Każdy w milczeniu rację mu przyzna.
Słowa najmilsze, receptę życia -
Że Bóg, że Honor i że Ojczyzna.

Jeśli szanujesz. do jutra z nami.

A kiedy przyjdzie zakończyć watrę,
Może nie będziesz już wtedy sam.
Może zrozumiesz, że my będziemy
W tych prostych słowach: Pamiętam! Czuwam!

Jeśli szanujesz. na zawsze z nami.

Płonie ognisko i szumią knieje

do góry

Płonie ognisko i szumią knieje, a E a

Drużynowy jest wśród nas. E a

Opowiada starodawne dzieje,
Bohaterski wskrzesza czas.
O rycerstwie spod kresowych stanic, C G

O obrońcach naszych polskich granic. E a

A ponad nami wiatr szumny wieje a E a

I dębowy huczy las. E a


Już do odwrotu głos trąbki wzywa,
Alarmując ze wszech stron.
Wstaje wiara w ordynku szczęśliwa,
Serca biją zgodny ton.

Każda twarz się uniesieniem płoni,
Każdy laskę krzepko dzierży w dłoni.
A z młodzieńczej się piersi wyrywa
Pieśń potężna, pieśń jak dzwon.

Ogniska już dogasa blask

do góry

Ogniska już dogasa blask, braterski splećmy krąg.
W wieczornej ciszy, w świetle gwiazd ostatni uścisk rąk.

Kto raz przyjaźni poznał moc, nie będzie trwonił słów.
Przy innym ogniu, w inną noc do zobaczenia znów!

Nie zgaśnie tej przyjaźni żar, co połączyła nas,
Nie pozwolimy, by ją starł nieubłagany czas.

Za nami jasnych ścieżek moc, przed nami tyleż dróg!
Przy innym ogniu, w inną noc, do zobaczenia znów.

Idzie noc

do góry

Idzie noc, słońce już
Zeszło z gór, zeszło z pól, zeszło z mórz.

W cichym śnie spocznij już,
Bóg jest tuż, Bóg jest tuż.

Mmm.

Dobranoc...

Znad wód

do góry

Znad wód rechot żab rozlega się
I słońce żegna szczyty gór w purpurze zórz.
Czas kończyć obozowy dzień,
Czas kończyć już.

Na apel! Na apel! Echo, głos nasz nieś!
Czuj, Czuwaj! Czuj, Czuwaj!
Sztandarowi cześć!

Na apel! Na apel czas!
Czuj, Czuwaj! Czuj, Czuwaj! -
Odkrzyknął las.

Już zgasł słońca blask, podaj mi dłoń,
Jak brat.
Dobranoc.

Polsko-ruska Madonna

do góry

Polsko-ruska Madonna,F G a
Polsko-starocerkiewna.
Z gorejącego złota,
Z żywego drewna, srebra.


Bizantyjsko-słowiańska,F G d
W śnieżnobiałej sukience,
W nienabielonych płótnach,
Na trumiennych..na trumiennych deskach!F G

Polsko-ruska Madonna,
Polsko-starocerkiewna.
Z gorejącego złota,
Z żywego drewna, srebra.

Nie bojarska i nie carska,
Zachmurzona kamienna twarz.
Nie bojarska i nie carska,
Zasmucona chłopska ikona!

Polsko-ruska Madonna,
Polsko-starocerkiewna.
Z gorejącego złota,
Z żywego drewna, srebra.

Barykada

do góry

Zbudujemy mocną barykadę fis E

Na naszej ulicy. fis cis

Zobaczysz, że niebawem fis E

Trudno będzie nas policzyć. A cis


Rośnie nasza barykada z dnia na dzień! h fis
Patrz, jak rzuca coraz dłuższy cień!
Spójrz, złych ludzi dookoła coraz mniej..
Mniej.. mniej! E cis

Zbudujemy mocną barykadę
Z mojego i twojego serca.
Zobaczysz, że to nie przypadek,
Że będziemy bronić właśnie tego miejsca.

Rośnie nasza barykada z dnia.

Zbudujemy mocną barykadę!
Zbudujemy!
Nie zginiemy!!

Rośnie nasza barykada z dnia.

Szewczyk

do góry

W mgłach daleczeje sierp Księżyca, e D

Zatkwiony ostrzem w czub komina. e D e D

Latarnia się na palcach wspina
Tam, gdzie już kończy się ulica.
Obłędny szewczyk-kuternoga
Szyje, wpatrzony w skór odmęty
Buty na miarę stopy Boga,
Co Mu na imię - Nieobjęty.

Błogosławiony trud, e G

Z którego twórczej mocy D e

Powstaje taki but F e

Wśród takiej gwiezdnej nocy. F e



Boże obłoków, Panie rosy,
Naści z mej ręki dar obfity,
Abyś nie chadzał w Niebie bosy
I stóp nie ranił o błękity!
Niech duchy, paląc gwiazd pochodnie,
Powiedzą kiedyś w chmur powodzi,
Że tam, gdzie na świat szewc przychodzi,
Bóg przyobuty bywa godnie.

Błogosławiony trud.

Dałeś mi, Panie, kęs istnienia,
Co mi na całą starczy drogę -
Wybacz, że wpośród nędzy cienia
Nic Ci, prócz butów, dać nie mogę.
W życiu nic nie ma oprócz szycia,
Więc szyjmy, póki starczy siły!
W życiu nic nie ma oprócz życia,
Więc żyjmy aż po kres mogiły!

Błogosławiony trud.

Opadły mgły

do góry

Opadły mgły i miasto ze snu się budzi, D G

Górą czmycha już noc. D A

Ktoś tam cicho czeka, by ktoś powrócił,
Do gwiazd jest bliżej niż krok.
Pies się włóczy, bo pod murami bezdomny,
Niesie się tęsknota czyjaś na świata cztery strony.

A Ziemia toczy, toczy swój garb uroczy,
Toczy, toczy się los. /x2
Ty, co płaczesz, ażeby śmiać mógł się ktoś,
Już dość, już dość, już dość!
Odpędź czarne myśli, dość już twoich łez,
Niech to wszystko przepadnie we mgle.
Bo nowy dzień wstaje, bo nowy dzień wstaje
Nowy dzień, /x2
Bo wstaje nowy dzień..


Z dusznego snu już miasto się wynurza,
Słońce wschodzi gdzieś tam.
Tramwaj na przystanku zakwitł jak róża,
Uchodzą cienie do bram.
Ciągną swoje wózki-dwukółki mleczarze,
Nad dachami snują się sny
Podlotków pełne marzeń.

A Ziemia toczy, toczy swój garb uroczy, (.)

Malowani

do góry

Malowani, dokąd Bóg prowadzi a E a

Poprzez gwiezdny, wypalony szlak. C G C E

Niewiadomo, kogo powitamy, F G C

Niewiadomo, niewiadomo,
kogo będzie brak. /x2 d E (a G C E) a



Malowani, wojna, a na wojnie
Ważny jeno koń i chlebak twój.
Hej, ułani, idźcież w bój spokojni,
Bo podobno nikt nie słyszał trafiających kul. /x2



Nauczyli nas galopem lecieć,
W barwnych strojach na paradach stać
I po stogach zbędne robić dzieci,
Ale nikt nas nie nauczył, jak przed śmiercią wiać./x2


Tamtej szarży żaden nie wyśpiewa.
Padł ostatni jak ostatni liść. W babim lecie, zaplątany w krzewach
Nadpalony, niewysłany twój ostatni list. /x2


Dziś na ścianach szable pordzewiały,
Z dawnych czasów niepotrzebna broń.
Tylko czasem ktoś, zalawszy pałę,
Opowiada: "Cztery nogi miał ułański koń!" /x2


Diabełek

do góry

Idzie diabeł ścieżką krzywą pełen myśli złych, e C D e
Nie pożyczy mu na piwo, nie pożyczy nikt.
Słońce praży go od rana, wiatr gorący dmucha,
Diabeł się z pragnienia słania w ten piekielny upał.

Dam daba daj, dam daba daj, daba daba daj.

Idzie Anioł wśród zieleni, dobrze mu się wiedzie,
Pełno grosza ma w kieszeni i przyjaciół wszędzie.
Przystanęli sobie obaj na drodze pod śliwką,
Zobaczyli, że im browar wyszedł naprzeciwko.

Dam daba daj, dam daba daj, daba daba daj.

Nie ma szczęścia na tym świecie ni sprawiedliwości -
Anioł pije piwo trzecie, Diabeł mu zazdrości.
- Postaw kufel - rzece Diabeł - Bóg ci wynagrodzi!
My, artyści, w taki upał żyć musimy w zgodzie. -

Dam daba daj, dam daba daj, daba daba daj.

Na to Anioł zatrzepotał skrzydeł pióropuszem
I powiada - Stawiam piwo w zamian za twą duszę! -
Musiał Diabeł Aniołowi wściekłą duszę sprzedać
I stworzyli sobie Piekło z odrobiną Nieba.

Dam daba daj, dam daba daj, daba daba daj.

Oceany

do góry

Oceanie sinowłosy białe statki ku mnie wyślij. A G D A
Dwa kamyki - moje myśli - na otwartych dłoniach niosę. A G D A

Daj mi miejsce w głębi morza, szczyptę lądu, szczyptę skały. D E G D

Tu zbuduję zamek biały, tutaj gniazdo swe założę. A G D A


Gdzieś daleko, w stu stolicach, żyją ludzie, biją dzwony.
Niezliczone bataliony przyczajone na granicach.
Marszałkowie szklanoocy palą owce i dziewczęta.
Kto o kwiatach dziś pamięta? Szumią giełdy w głębi nocy.

W głębi morza zabłąkany nie chcę nic o ludziach słyszeć.
Biały kolor - kolor ciszy - w moim zamku białe ściany.
W moim zamku, gdzieś w ogrodzie, będę czytał wschodnie baśnie
Zanim Słońce w morzu zgaśnie, aby z morza powstać co dzień.

A gdy ludzie, wypełnieni nienawiścią, w jednej chwili
Zniszczą wszystko, co stworzyli, wielkim ogniem z wnętrza ziemi,
Znikną lądy, zniknie morze, nie wie nikt, co będzie potem.
W białych światach ja z powrotem w łonie matki się ułożę.

Szabla

do góry

Niech w księgach wiedzy szpera rabin,d C d

Nauka to jest wymysł diabli.d C A7

Mądrością moją jest karabin, karabinF C g

I klinga ukochanej szabli.A d (A d)


Nie dbam o szarżę i o gwiazdki,
Co kiedyś mi przystroją kołnierz.
Wy piszcie klechdy i powiastki, i powiastki
Ja biję się, jak musi żołnierz.

Nie pcham się do zaszczytów drabin,
Niech generała biorą diabli.
Podporą moją jest karabin, karabin
I klinga ukochanej szabli.

Nie tęsknię do kawiarni gwarnej,
Gdzie mieszka banda dziwolągów.
Gardzę zapachem buduarów, buduarów,
Gdzie Ania psoci wśród szezlongów.

Nie męczą mnie zaloty babin.
Kobieta zdradna, bierz ją diabli.
Kochanką moją jest karabin, karabin
I klinga ukochanej szabli.

Niejeden wróg miał na mnie chrapkę,
A teraz ginie w piekle, na dnie.
Ze śmiercią igram w ciuciubabkę, w ciuciubabkę,
Więc pewnie kiedyś mnie dopadnie.

Ksiądz niech mnie grzebie albo rabin,
Żołnierza się nie czepią diabli.
Wy w grób połóżcie mi karabin, karabin
I klingę ukochanej szabli.

Rapsod o pułkowniku Kula - Lisie

do góry

Gdy ruszał na wojenkę, miał siedemnaście lat, a E a

A serce miał gorące i lica miał jak kwiat. a E a

Chłopięcą jeszcze duszę i wątłe ramię miał, C G C

Gdy w krwawej zawierusze
szedł szukać mąk i chwał. /x2 C d E a


A śmiał się śmierci w oczy i z trudów wszystkich kpił,
Parł naprzód jak huragan i bił, i bił, i bił,
A chłopcy z nim na boje szli z pieśnią, jak na bal,
Bo z dzielnym komendantem i na śmierć iść nie żal.

Nie lękał się Moskiewskich bagnetów, lanc ni dział,
Docierał zawsze z wiarą tam, dokąd dotrzeć chciał.
Gdy szedł już w bój ostatni, miał lat dwadzieścia dwa,
Miał chwałę bohatera, a moc i duszę lwa.

Świsnęła mała kulka i grób wyryła mu,
Bohaterowi łoże, posłanie wieczne lwu.
Rycerski pędził żywot, rycerski znalazł zgon,
Armaty mu dzwoniły, a nie żałobny dzwon.

Chorągwie się skłoniły nad grobem na czci znak,
A stara brać żołnierska, jak dziecię łkała tak.
Sam nawet wódz naczelny łzy w dobrych oczach miał,
Ukochanemu chłopcu na trumnę order dał.

A wiecie wy, żołnierze, kto miał tak piękny zgon?
Kto tak Ojczyźnie służył, czy wiecie, któż to on?
Otwórzcie złotą księgę, gdzie bohaterów spis,
Na czele jej widnieje pułkownik Kula - Lis.

Copyright © 2011 - 2018
5 Krakowska Drużyna Harcerzy Piorun im. Legionistów 1914 roku
Asterdrak